Zazwyczaj zaczyna zależeć nam gdy jest już trochę za późno. Tak sobie wmawiam, wmawiam sobie gdy zasypiam i gdy się budzę, gdy robię herbatę, gdy sprzątam kuwetę Lucyfera, gdy kręcę jointa. To nie mi zaczęło zależeć, lecz Narcyzowi. A według mnie nie jest za późno, ale on tak zapewne sądzi, więc zaczyna się wkurwiać.
Wygląda, że zaczyna mu zależeć. Chodzi o to, że, zaczęłam spotykać się z chłopakiem. Głównie, to spędzamy dni na przesiadywaniu u mnie. To zyczajny, porządny facet, nie ćpa, nie pali, pije tylko w weekendy, czyli w sam raz osoba dla mnie. Nie zależało mi na początku, ale polubiłam go...
Przyznaję się bez bicia, i wstyd mi jak cholera, że na początku szpanowałam, że wreszcie sobie kogoś znalazłam. No może nie do końca, do znajomość z tym kolesiem jest na etapie poznawania się, ale i tak spędzamy dużo czasu. Ale wracając, fakt faktem, że Narcyz mieszka na przeciwko i jeśli chce, może obserwować każdy mój krok... Wpadliśmy na niego łącznie kilkanaście razy w tym miesiącu.